Minęły trzy tygodnie szkoły.

Dziecko trzeci raz zapomniało zeszytu. Nauczyciel mówi, że odpływa podczas lekcji. Zadanie, które powinno zająć kwadrans, trwa godzinę.

W domu wygląda to podobnie.

„Spakuj plecak.”

Po piętnastu minutach plecak nadal jest pusty, za to na biurku powstał rysunek, rozpoczęta została budowa czegoś z klocków i znaleziony został długopis, którego wszyscy szukali od czerwca.

I gdzieś z tyłu głowy rodzica pojawia się pytanie:

Czy to ADHD?

Niekoniecznie.

I właśnie dlatego warto się temu spokojnie przyjrzeć.

ADHD nie zawsze wygląda jak dziecko „biegające po ścianach”

To jeden z najbardziej utrwalonych stereotypów.

ADHD kojarzy się przede wszystkim z dzieckiem, które nie może usiedzieć w miejscu, przerywa nauczycielowi, mówi bez przerwy i wszędzie go pełno.

Tak może wyglądać ADHD.

Ale nie musi.

Podstawowe obszary objawów ADHD to nieuwaga, nadmierna aktywność i impulsywność, przy czym u konkretnego dziecka jeden z tych obszarów może być znacznie bardziej widoczny niż pozostałe. Istnieje również prezentacja ADHD, w której dominują przede wszystkim problemy z uwagą, bez bardzo wyraźnej nadruchliwości.

Takie dziecko niekoniecznie przeszkadza na lekcji.

Może siedzieć spokojnie w ławce.

Tylko kiedy nauczyciel mówi:

„Proszę otworzyć książkę na stronie 28”,

połowa klasy już czyta, a ono dopiero orientuje się, że miało wyjąć książkę.

Albo książkę wyjęło, ale po drodze zainteresowało się temperówką kolegi.

Albo otworzyło ją na właściwej stronie, tylko kilka minut później nie ma pojęcia, o czym mówi nauczyciel.

To też może być problem z uwagą.

„Ale przecież potrafi siedzieć dwie godziny przy swoim hobby”

I to również nie wyklucza ADHD.

Trudność nie musi polegać na całkowitej niezdolności do skupienia się na czymkolwiek.

Znacznie częściej problem dotyczy regulowania uwagi: rozpoczęcia zadania, utrzymania koncentracji wtedy, kiedy zadanie jest monotonne lub wymaga wysiłku, przełączania się pomiędzy czynnościami, organizowania kolejnych kroków czy powrotu do zadania po rozproszeniu.

Dlatego dziecko może bardzo długo zajmować się czymś, co wyjątkowo je interesuje, a jednocześnie mieć ogromny problem z dziesięciominutowym zadaniem domowym.

Z boku wygląda to czasem jak:

„jak chce, to potrafi”.

Tyle że przy ADHD właśnie owo „chcenie” nie zawsze wystarcza do sprawnego uruchomienia i kontrolowania uwagi.

Pierwsze tygodnie szkoły mogą wiele pokazać

Wakacje mają zupełnie inną strukturę niż rok szkolny.

Jest mniej terminów. Mniej konieczności siedzenia przez określony czas. Mniej rzeczy do zapamiętania. Mniej przełączania się pomiędzy przedmiotami, nauczycielami i zadaniami.

We wrześniu nagle wracają:

plan lekcji, zeszyty, prace domowe, polecenia wieloetapowe, pakowanie plecaka, pamiętanie o stroju na WF, skupienie podczas lekcji i konieczność zorganizowania sobie pracy.

Wraz ze wzrostem wymagań szkolnych problemy z uwagą mogą stać się bardziej widoczne. NIMH zwraca uwagę, że wraz ze wzrostem wymagań akademickich i społecznych objawy nieuwagi mogą coraz wyraźniej wpływać na naukę i relacje.

Szkoła nie „wywołuje” więc ADHD.

Może natomiast stworzyć warunki, w których istniejąca wcześniej trudność staje się po prostu dużo bardziej widoczna.

Jedno zapomnienie zeszytu nie jest objawem ADHD

I tutaj dochodzimy do rzeczy najważniejszej.

Dzieci zapominają.

Dzieci się nudzą.

Dzieci nie słuchają rodziców.

Czasami śpią za krótko, czasami przeżywają konflikt z kolegami, czasami zwyczajnie nie mają ochoty robić matematyki.

Pojedyncze zachowanie nie jest diagnozą.

W diagnostyce ADHD szukamy przede wszystkim trwałego wzorca, który nie pasuje do wieku i poziomu rozwoju dziecka oraz realnie utrudnia mu funkcjonowanie.

Według aktualnych kryteriów objawy powinny utrzymywać się co najmniej sześć miesięcy, część z nich musi być obecna przed 12. rokiem życia, występować w co najmniej dwóch różnych środowiskach — na przykład w domu i w szkole — oraz wyraźnie wpływać na funkcjonowanie społeczne lub edukacyjne.

Dlatego informacja:

„na matematyce się wierci”

mówi bardzo niewiele.

Znacznie ważniejsze jest:

„od wielu miesięcy zarówno w domu, jak i w szkole ma trudność z kończeniem zadań, regularnie gubi potrzebne rzeczy, wymaga wielokrotnego przypominania poleceń i zaczyna mieć przez to problemy z nauką”.

To już jest wzorzec, któremu warto się przyjrzeć.

Nie każde „odpływanie” oznacza ADHD

To kolejny powód, dla którego nie warto diagnozować dziecka na podstawie filmu na TikToku albo listy objawów znalezionej w internecie.

Problemy z koncentracją mogą pojawiać się również przy:

  • niedoborze snu i zaburzeniach snu,
  • lęku lub obniżonym nastroju,
  • trudnościach w nauce,
  • zaburzeniach językowych i innych problemach neurorozwojowych,
  • przewlekłym stresie,
  • problemach ze wzrokiem albo słuchem,
  • innych trudnościach zdrowotnych.

ADHD może również współwystępować z innymi problemami.

Dlatego diagnostyka nie polega wyłącznie na zaznaczeniu odpowiedniej liczby kratek w kwestionariuszu. Wytyczne zalecają ocenę pełnego obrazu funkcjonowania dziecka oraz sprawdzenie innych możliwych przyczyn i zaburzeń współistniejących.

Czasami dziecka prawie nie widać

To szczególnie ważne przy dzieciach, u których dominuje nieuwaga.

Nie przeszkadzają.

Nie wchodzą nauczycielowi w słowo.

Nie biegają po klasie.

Nie generują więc problemu, który natychmiast wymaga reakcji dorosłych.

Siedzą.

Patrzą w zeszyt.

A jednak część lekcji przechodzi obok nich.

Później wracają do domu bez zapisanej pracy domowej, nie wiedzą, czego mają się nauczyć, gubią rzeczy albo spędzają nad prostymi zadaniami nieproporcjonalnie dużo czasu.

Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego wskazuje też, że chłopcy częściej prezentują wyraźne objawy hiperaktywności i impulsywności, natomiast u dziewcząt częściej rozpoznawana jest postać z dominującą nieuwagą.

Dlatego brak stereotypowej nadruchliwości nie oznacza automatycznie, że problemu z uwagą nie ma.

Zanim pomyślisz „ADHD”, zacznij obserwować

Nie chodzi o to, żeby przez najbliższy miesiąc chodzić za dzieckiem z notesem i katalogować każde zgubienie gumki.

Warto natomiast przez jakiś czas przyjrzeć się kilku rzeczom.

Czy problem pojawia się regularnie?

Czy występuje tylko przy jednym przedmiocie, czy w wielu sytuacjach?

Czy podobne zachowania widzą nauczyciele?

Czy występują również w domu?

Czy dziecko funkcjonuje inaczej po dobrze przespanej nocy?

Czy trudność dotyczy tylko nudnych zadań, czy także codziennej organizacji?

I najważniejsze:

czy zaczyna to realnie utrudniać życie dziecka?

Bo celem diagnostyki nie jest znalezienie jak największej liczby „objawów”.

Celem jest zrozumienie, dlaczego dziecku jest trudno.

Jak właściwie diagnozuje się ADHD?

Nie istnieje jedno badanie, które daje wynik:

ADHD: dodatni / ujemny.

Rozpoznanie opiera się przede wszystkim na dokładnym wywiadzie klinicznym, historii rozwoju dziecka, obserwacji funkcjonowania oraz informacjach pochodzących z różnych środowisk.

Znaczenie mają więc zarówno obserwacje rodziców, jak i nauczycieli oraz innych osób, które dobrze znają dziecko.

Pomocne mogą być standaryzowane kwestionariusze i testy, ale sam kwestionariusz nie powinien być podstawą rozpoznania. Brytyjski National Institute for Health and Care Excellence wprost wskazuje, że ADHD powinno być diagnozowane na podstawie pełnej oceny klinicznej i psychospołecznej, a nie wyłącznie skali czy pojedynczej obserwacji.

A jeśli diagnoza się potwierdzi?

To nie jest wyrok.

I nie oznacza, że nagle wszystkie zachowania dziecka trzeba tłumaczyć czterema literami.

Diagnoza ma sens wtedy, kiedy pomaga lepiej zrozumieć potrzeby dziecka i dobrać odpowiednie wsparcie.

Może ono obejmować między innymi pracę z dzieckiem i rodziną, zmiany sposobu organizacji nauki, dostosowanie środowiska szkolnego, strategie behawioralne, a w odpowiednio dobranych przypadkach również leczenie farmakologiczne.

National Institute for Health and Care Excellence podkreśla między innymi znaczenie modyfikacji środowiska: ograniczania rozpraszaczy, dzielenia pracy na krótsze okresy, wzmacniania poleceń ustnych informacją pisaną czy odpowiedniego organizowania przerw.

Czasami sama świadomość, z czym właściwie dziecko się mierzy, zmienia bardzo dużo.

Zamiast:

„znowu ci się nie chciało”.

pojawia się:

„widzę, że trudno ci zacząć — podzielmy to na trzy krótsze kroki”.

To nie jest pobłażanie.

To dostosowanie sposobu działania do rzeczywistej trudności.

A jeśli to nie ADHD?

To też jest wartościowa odpowiedź.

Być może przyczyną problemów jest brak snu.

Być może trudność w nauce konkretnego przedmiotu.

Lęk.

Stres.

Problem ze wzrokiem.

Albo po prostu wyjątkowo trudny początek roku szkolnego.

Dobra diagnostyka nie ma udowodnić wcześniej postawionej tezy.

Ma odpowiedzieć na pytanie:

co naprawdę utrudnia dziecku funkcjonowanie?

Obserwuj

Trzy zapomniane zeszyty nie oznaczają ADHD.

Dziecko, które wierci się na lekcji, nie musi mieć zaburzenia.

A spokojny uczeń, który nigdy nikomu nie przeszkadza, może mieć bardzo duże trudności z uwagą.

Dlatego pierwsze tygodnie szkoły są dobrym momentem nie na stawianie diagnoz, ale na uważną obserwację.

Porozmawiaj z nauczycielem.

Zobacz, czy problem powtarza się w różnych sytuacjach.

Zwróć uwagę, jak długo trwa i jak mocno wpływa na funkcjonowanie dziecka.

A jeśli pewien wzorzec zaczyna być wyraźny — porozmawiaj ze specjalistą.

Nie po to, żeby jak najszybciej przykleić dziecku etykietę.

Po to, żeby znaleźć odpowiedź.

Nie diagnozuj. Obserwuj.

A kiedy obserwacja przestaje wystarczać — pytaj.

Bo dobra diagnoza nie powinna rodzica przestraszyć.

Powinna sprawić, że wreszcie wiadomo, co robić dalej.